Niedziela
26.04.2026
nr 116 (7574 )
ISSN 1734-6827

Hyde Park Corner



Temat: Polowanie po warszawsku

Autor: Onufry wuj  godzina: 07:12
"Mówili, że myśliwi strzelają dla przyjemności, a nie dla mięsa, a sami wyrzucają strzelone dzika do śmieci." Nie ma tu żadnego braku konsekwencji, gdy się spojrzy z punktu widzenia interesów pe*ostwa lewactwa. Myśliwy który strzeli dzika dla mięsa odczuwa przyjemność - bo tanio może odkupić na użytek własny smaczne i zdrowe mięsko. Lewus też odczuwa przyjemność, gdy na promocji w dyskoncie "upoluje" przecenione "kotlety" z tofu i "mleko" sojowe. Wszystko się zgadza. Lewusy są wkurzone, gdy myśliwy sprzątnie im sprzed nosa okazję do zachachmęcenia publicznych pieniędzy. Lewusy są szczęśliwe, gdy mogą przytulić publiczne pieniądze za "uśpienie" i utylizację dzika. Wszystko się zgadza.

Autor: August  godzina: 10:46
To złożony problem, w którym ścierają się dwa zupełnie inne światy: pragmatyka zarządzania kryzysowego w mieście oraz etyka i wrażliwość społeczna. Wspomniane dziki w kontenerach na śmieci, to jaskrawe przykłady złamania procedur. Zgodnie z przepisami dotyczącymi zwalczania ASF (Afrykańskiego Pomoru Świń), zwłoki dzików w miastach podlegają rygorystycznej utylizacji sanitarnej – nie wolno ich wyrzucać do odpadów komunalnych. Lasy Miejskie to nie koła łowieckie: Pracownicy Lasów Miejskich wykonują decyzje administracyjne (często pod presją bezpieczeństwa mieszkańców), ale faktycznie to oni, a nie myśliwi z PZŁ, są na pierwszej linii ognia krytyki w Warszawie. Kiedy zwierzę przestaje być traktowane jako zwierzyna (którą należy uszanować i zagospodarować), a zaczyna być traktowane jako „biomasa” do usunięcia, dochodzi do dehumanizacji procesu, co słusznie budzi sprzeciw. Dodatki za odstrzał loch były wprowadzane jako narzędzie walki z epidemią ASF, by drastycznie ograniczyć populację. Dla wielu osób stało się to jednak symbolem systemowego barbarzyństwa, gdzie życie zwierzęcia przeliczane jest na konkretny bonus finansowy. Marnotrawione w dobie ASF mięso dzików z miast które nie trafia na stoły, to dla tradycyjnej etyki łowieckiej (wykorzystanie darów natury) jest porażką, a dla społeczeństwa – niezrozumiałym marnotrawstwem życia. \ Ten konflikt prawdopodobnie będzie narastał, dopóki jedynym narzędziem „zarządzania” pozostanie eliminacja, a nie nowoczesne metody alternatywne (jak np. lepsze zabezpieczanie śmietników czy edukacja mieszkańców).

Autor: Onufry wuj  godzina: 13:57
Animalsiarz tuskolub w swoim wpisie rzekł był: "zaczyna być traktowane jako „biomasa” do usunięcia, dochodzi do dehumanizacji procesu" Rozumiem, że w waszej lewoskrętnej nie do końca polskojęzycznej subkulturze gadzina jest człowiekiem, a lewoskrętny człowiek jest gadziną (do tego drugiego mógłbyś mnie przekonać, chłe chłe chłe)...... .....ale muszę ci lekcyi udzielić z naszego pięknego języka polskiego: Nie da się dzika "dehumanizować" czyli bez użycia makaronizmu "odczłowieczyć" Bo dzik nigdy nie był człowiekiem. Nie da też się dehumanizować procesu, bo proces też nigdy nie był człowiekiem. Fersztejen?