Wtorek
13.10.2026
nr 286 (7744 )
ISSN 1734-6827

Hyde Park Corner



Temat: Wojna

Autor: WIARUS  godzina: 14:24
Trump ma najniższe notowania w historii (lowiecki.plhttps://wydarzenia.interia.pl/zagranica/news-trump-w-obliczu-wyborczej-katastrofy-dokonuje-zwrotu-putin-g,nId,23557246) - tylko około 37 proc. ankietowanych jest zadowolonych z jego prezydentury (według średniej sondażowej podawanej przez "New York Times")
    Obecnie dla Trumpa to nie rozwiązanie europejskiego konfliktu jest największym priorytetem, a nadchodzące wybory. A żeby jego partia osiągnęła w nich dobry rezultat, amerykański prezydent jest gotów na ustępstwa cudzym kosztem. Ostatecznie Trump zawsze był przede wszystkim po stronie Trumpa.
PS Uparcie rozpowszechniana jest pogłoska, że w wyniku powietrznych ataków infrastruktura krytyczna Ukrainy została zniszczona w 90-ciu procentach. Otóż nie, rosyjskie ataki zniszczyły tylko 90 procent nowoczesnych obiektów magazynowych oraz 90 procent mocy produkcyjnej tradycyjnych elektrowni węglowych i gazowych. Poza tym w wyniku blokady i ataków na porty Ukraina utraciła też 90 procent swojego handlu drogą morską. Natomiast uszkodzenia ogólnej infrastruktury transportowej i drogowej Ukrainy według Kijowskiej Szkoły Ekonomicznej i Banku Światowego mają wynosić około 30 procent, zaś łączny potencjał całego ukraińskiego systemu energetycznego, w tym sieci przesyłowych i elektrowni jądrowych, miał zostać w toku wojny wyłączony w 66-ciu procentach. Ocalała też ogromna liczba stacji benzynowych. Rosjanie zniszczyli ich niewiele ponad 300, co stanowi zaledwie 4 procent ogólnej liczby 7500 stacji paliwowych działających przed wojną. Polska szkoła geopolityczna krzepi się doniesieniami, że Ukraińcy łupią po Rosji uderzeniami osławionej długiej ręki. Rosyjska infrastruktura dzięki temu też doznaje kolosalnego uszczerbku. To niezaprzeczalny fakt. Z kolei internetowa szkoła wojenna podnieca się raportami o milionach zabitych Rosjan, co również może być prawdę, a nawet więcej niż prawdą. Rosja też cierpi, w Rosji też nie ma już normalnego życia. Z tym, że Rosja cierpi wielokrotnie mniej niż Ukraina, a życie w Rosji toczy się o niebo normalniej niż na Ukrainie. I to jest czynnik rozstrzygający. Świat widzi, że Rosja wygrywa, a Ukraina przegrywa. Unia Europejska widzi to może znacznie wyraźniej niż Stany Zjednoczone, ale w odróżnieniu od nich, nie rezygnuje ze wspierania Ukrainy, nie zawiera z Rosją porozumień w sprawie dostaw rosyjskiego diesla, choć bardzo by się to przydało jej gospodarce, która ledwo dyszy. Czy liczy na to, że Ukraina zacznie w końcu wygrywać? Że coś chrupnie w machinie Federacji Rosyjskiej? Dlaczego więc Ameryka na to już nie liczy? Może Unii nie chodzi teraz o samą Ukrainę, a o własne miejsce na światowej szachownicy i dlatego pozycjonuje się w kontrze do Ameryki. W ogniu konfrontacji z Ameryką i kto wie, nawet kinetycznej wojny z Rosją, na którą wysłałoby się choćby Polaków, może uda się wykuć czwarte światowe imperium, Stany Zjednoczone Europy. Nie do zniesienia jest myśl, że Ukraina po raz kolejny może nie osiągnąć celu, jakim jest dla niej trwała suwerenność. Nie osiągnęła go w czasach Chmielnickiego. Nie osiągnęła po pierwszej wojnie światowej. Nie osiągnęła po drugiej. I teraz miałaby znowu nie osiągnąć? Po prostu rozpacz. To już czwarta próba. Ile jeszcze ma ich być, jeśli i ta skończy się porażką? Ukraina zawsze walczyła nie szczędząc ludzi i dobytku, ale jeszcze nigdy z taką determinacją i taką pogardą grożących jej strat biologicznych i materialnych, jak w tej wojnie. Straty są przerażające. Każdy, kto to dostrzega, staje wobec odwiecznego dylematu. Co ważniejsze, istnienie państwa czy życie człowieka? Bić się i ginąć czy żyć w niewoli? Świat obserwujący tragedię Ukrainy, coraz bardziej skłonny jest doradzać Ukrainie zaprzestanie walki. Ale Ukraina walczy dalej.