strona główna forum dyskusyjne


























Galerie ostatnio dodane



Moja dłubanina
W tej galerii będę zamieszczał efekty mojej zabawy w drewnie tudziesz innych materiałach... więcej zdjęć można zobaczyć tu https://picasaweb.google.com/110592920142954280658I  Zawody o puchar Dziadka Władka Kraków
Dzisiaj tj.15 października 2011 r. odbyły się w Krakowie I Zawody Strzeleckie o Puchary "Dziadka Władka" -Władysława Kamusińskiego, szefa Komisji Kultury ORŁ w Krakowie.
W zawodach uczestniczyło blisko 90 myśliwych i dian z okręgów PZŁ Kraków,Katowice,Nowy Sącz i Przemyśl. Jeżeli do tego dodamy gości to w imprezie strzelecko- towarzyskiej uczestniczyło około 150 osób.Wszyscy uczestnicy zawodów otrzymali pamiątkowe medale a zwycięscy w określonych kategoriach wiekowych puchary.
No a potem była biesiada,która wielu jej uczestnikom zapadnie na długo w pamięci, były sygnały myśliwskie,wspólne śpiewanie, pamiątkowe zdjęcia i Ja tam byłem przedni miód i wina piłem i organizatorowi serdecznie gratulowałem pomysłu i realizacji. Tak trzymaj Władek!!!!!!!!!!!Imprezy myśliwskie
Tu znajdą sie fotki z Hubertusów, targów i festiwali myśliwskich :)Hubertus Spalski 2011
Mój sprzęcik :)
16-10-11 18:42
autor: Adico
15-10-11 23:07
autor: OKOREK
15-10-11 21:37
autor: Piotr Małas
15-10-11 20:54
autor: Urtica
15-10-11 12:57
autor: Młody Jeleń
ryby
łowiectwo
Moje fotkiTo i owo
Czym Św. Hubert obdarzył Kolegów
Matador
Matador
14-10-11 13:15
autor: sarna9921
14-10-11 09:33
autor: Janas 77
13-10-11 21:06
autor: Piełka
13-10-11 20:04
autor: tedii
13-10-11 19:46
autor: ifrit
z polowań
święty Hubert był łaskawy. 10-tak nieregularny, II kl, tusza po rykowisku 113kg...Indyki
Muflony
Na gościnnych występach
Rykowisko 2011
13-10-11 15:33
autor: Varmint308
13-10-11 13:47
autor: Tymmo
13-10-11 13:43
autor: Tymmo
13-10-11 13:40
autor: Tymmo
13-10-11 13:27
autor: Tymmo
Gęsi 2011
Polowanie na Gęsi dostarcza wiele emocji dla mnie jest na rowni z polowaniem na dziki. Gęsi strzelone na polach. Czarne Doły 05.10.2011zwierzyna
MKPD im. dr Jana Oseta Przechlewko 2011
W dniach 6-9 października odbył się XXII i XXIII Międzynarodowy Konkurs Pracy Dzikarzy im. dr Jana Oseta w Przechlewku. podpatrzone w lesie
polowanie na lisy
polowanie na lisy ..lis pozyskany
13-10-11 09:14
autor: Przemek_82
11-10-11 22:24
autor: Jurek Napierała
11-10-11 19:53
autor: pawel826
10-10-11 21:52
autor: damast
10-10-11 09:09
autor: robson72
Czas ołowiu.
polowania
Puchar Dymarek Świętokrzyskich 2011 r.
8.10.2011 r.-strzelnica w Starachowicach.Trochę szczegółów niedługo.Moja Lady:)
pierwsze tygodnie zycia:)sezon 2011/2012
Sezonowe migawki ...
09-10-11 22:17
autor: keram_j
09-10-11 21:53
autor: kemor21
09-10-11 14:02
autor: Bukiet
08-10-11 19:37
autor: Maxiu
07-10-11 21:41
autor: PeBe
byk 2011
Byk strzelony podczas rykowiskaMoje Rogacze sezonu 2011/12
W sezonie 2011/12 pozyskałem siedem Rogaczy: pięć myłkusów, starego widłaka i jeszcze starszego szydlarza!
Wszystkie kozły do oglądnięcia w innej galerii. Darz Bór!

Lotem błyskawicy nadszedł sezon 2011/12 który okazał się najbardziej obfitym w myłkusy.
Tradycyjnie już wiosną w łowisku wypatrywałem ciekawych, selekcyjnych rogaczy.
Podczas jednej z zasiadek na oziminie jakieś dwieście metrów od zwyżki spostrzegłem zalegającego kozła którego parostki na tle nieba od razu wzbudzały zainteresowanie ale ze względu na odległość nie dały się jednoznacznie ocenić. Z pomocą przyszedł mi jakiś przygodny sportowiec, trekingowiec który ruszył rogacza wprost pod moje stanowisko obserwacyjne. Oczy przecierałem ze zdziwienia jak zobaczyłem go z dostatecznej odległości, jednego czego żałowałem to tego, że nie miałem  aparatu. Szczęśliwy na myśl o nadchodzącym sezonie, patrzyłem co będzie działo się dalej.
Kozioł spłoszony wszedł do zagajnika po mojej lewej ręce ale po kilku sekundach wyskoczył jak oparzony-pomyślałem że jakiś mocniejszy konkurent dał mu do zrozumienia że wchodzi na jego teren. Odszedł spokojnie a za parę minut z lasku, kilka metrów od drabiny wyszedł rogacz, którego oceniłem na co najmniej sześć lat, jego daszkowate róże dawały przekonanie że konkurent miał podstawy do obaw. Po dłuższej obserwacji zauważam że prawy parostek w formie widłaka jest jakoś niesymetrycznie wygięty względem drugiego, w formie szóstaka- czyżby drugi myłkus tego popołudnia- po kilku sekundach jestem już pewien swojej oceny.
Do rozpoczęcia sezonu już niespełna miesiąc a ja mam już dwa myłkusy rozpoznane i to w takich okolicznościach i w okolicy jednej zwyżki. Pełen optymizmu jadę do domu.
       Nadchodzi upragniony jedenasty maj, pora ruszać w teren. Decyduje, że moje rozpoznane kozły będę próbował podchodzić na uprawie gdzie je widziałem w kwietniu.
Drugiego dnia sezonu jest mi dane pozyskać tego „mniej ciekawego”, starszego rogacza. W czasie patroszenia na jego tylnej, lewej cewce zauważyłem zgrubienie tuż nad raciczką, spowodowane nastąpieniem na gumowy okrągły pierścień, powodowało to że kozioł nie stawał na tą cewkę i raciczki były przerośnięte, gdyż ich nie ścierał, ale nie dało się tego zauważyć przy naszym pierwszym spotkaniu.
Szczęśliwy z sukcesu, ruszyłem w kolejnych dniach na spotkanie z tym „ciekawszym „ ale kozioł zapadł się pod ziemię.
Nie dawałem za wygraną, trzydziestego maja idąc przez łowisko, tuż po przejściu burzy, za polem z dość wysokim zbożem zauważam kozła z niezbyt pokaźnym trofeum, bliższe przyjrzenie się parostkom przez szkła mojej Delty pozwalają mi stwierdzić że jest to bez wątpienia myłkus , którego wcześniej nie widziałem u siebie na terenie.
Tego dnia nie udało się go podejść na strzał gdyż sprytnie uchodził horyzontem jakby wiedział, że potrzebuję kulochwytu. Po dwóch dniach nieudanych zasiadek w rejonie naszego pierwszego spotkania, uparcie jeździłem w łowisko i trzeciego wieczoru udając się już do samochodu, wychodząc na wzniesienie na polu obsadzonym kapustą w odległości niespełna czterdziestu metrów zauważyłem żerującą sztukę. Przykucnąłem i z lornetką przy oczach czekałem aż sarna podniesie łeb-po chwili już wiem że to bez wątpienia kozioł który bawił się ze mną w chowanego przez ostatnie dwa dni, decyzja jest jedna odległość niezbyt wymagająca, strzał i drugi rogacz sezonu spisuje testament-drugi myłkus na rozkładzie.
Nie pozostało mi nic innego jak cierpliwie w kolejnych wyjściach czekać na tego „ciekawszego”.
 Mija miesiąc, jest już lipiec a dokładnie siódmy dzień tego pięknego letniego miesiąca, tuż po zebraniu Członków Koła udaję się w teren. Wpis do książki i po piętnastu minutach już siedzę na zwyżce na skraju zagajnika zwanego „Brzeziną”.
Mija godzina zasiadki, czas mija niezauważalnie w międzyczasie uświadamiam sobie że data tego dnia nie jest zupełnie obojętna gdyż przed czterema laty zawarłem związek małżeński z wciąż kochającą i wyrozumiałą Anią. Wtem moje wspomnienia przerywa ruch w łanie dojrzewającego zboża- jest rogacz.
Po chwilowej obserwacji i ocenie- dość wysoki widłak, wiek około pięciu lat-bez wątpienia selekt, decyzja może być jedna.
Mimo niezbyt dogodnych warunków, zboże wyrośnięte, kozłowi widać łeb i tylko trochę karku, ale odległość niezbyt imponująca także przyspiesznik naciągnięty...
Piękny strzał daje mi wiele radości i z dobrym humorem wracam do domu zaglądając jeszcze do  kwiaciarni w wiadomym celu.
Dokładnie dwudziestego tego samego miesiąca na dokładnie tej samej zwyżce pozyskuję kolejnego, czwartego rogacza sezonu, trzeciego myłkusa wyjątkowej urody. Kozła tego wcześniej nie spotkałem, pojawił się tak niespodziewanie że strzelałem go na dwadzieścia metrów, do oceny parostków nie była nawet potrzebna lornetka. Radość ogromna, oddaję hołd ubitemu zwierzęciu robię pamiątkową fotografię i zastanawiam się czy uda mi się jeszcze spotkać tego za którym cały czas chodzę...
Na odpowiedź na to nurtujące mnie pytanie nie muszę długo czekać, bo zaledwie tydzień. Ruja w pełni, zasiadam już w innym rejonie i po kilku chwilach moim oczom ukazuje się grzejąca się koza i nie odpuszczający jej amant-ale jaki, to ten za którym chodzę trzeci miesiąc.
Sarny są tak zajęte amorami że się nawet nie zatrzymują, po chwili znikają za wzniesieniem. Szczęście jednak nadal mi dopisuje, gdyż jadący ciągnik rolniczy najprawdopodobniej rozdziela parę i na odległość dogodną do oddania strzału przybiega przestraszony sam kozioł, zatrzymuje się aby spojrzeć gdzie zgubił swoją miłość i ten czas wystarcza na ulokowanie krzyża lunety na komorze. Świeca jaką zrobił dała mi przeświadczenie o efekcie strzału, musiałem chwilę odetchnąć i z wypiekami na twarzy poszedłem w kierunku mojej zdobyczy.
Po strzeleniu tego kozła byłem już przekonany że  sezon niewątpliwie się dla mnie zakończył, powoli zacząłem go podsumowywać i analizować. Jak się później okazało Święty Hubert miał inne plany wobec mnie. Ze względu na niezrealizowany jeszcze plan pozyskania rogaczy we wrześniu ruszyłem na poszukiwanie kolejnego selekta. 
W jednym z zakątków łowiska wiedziałem o starym rogaczu, był bardzo ostrożny i spotkania z nim były zwykle przypadkowe i w okolicznościach nie związanych z polowaniem.
Aż nadszedł szesnasty dzień września kiedy wybrałem się na polowanie.
 Dojeżdżając na miejsce spostrzegłem dwie sztuki saren, spłoszonych przez rolnika. Biegły w kierunku długiego ale wąskiego zagajnika.
Pewnym, zdecydowanym krokiem udałem się na drugą stronę zadrzewień i czekam na rozwój sytuacji. Po jakiś piętnastu minutach z lasku wyszła pierwsza sztuka od razu widzę że rogacz, po chwilowej obserwacji jestem pewien, że jest to stary szydlarz zmieniający już suknię na  zimową. Odległość znaczna około 180 metrów na dodatek rogacz stoi na sztych, czas nagli powoli zapada zmrok a rogacz ani drgnie. Zaniepokojony ujadaniem psa w  niedalekim gospodarstwie, oczy i nie myśli się ruszyć. Postanawiam się położyć i przy pomocy lornetki jako podpórki, czekać aż kozioł pokaże komorę. Czas jakby stanął, szarówka coraz większa a cap jak wyprawiony ani drgnie, aż nagle odwrócił się i w ostatniej chwili umożliwił oddanie strzału. Padł w ogniu. Zbieram się pospiesznie, żeby z bliska zobaczyć tego seniora.
Idąc do niego uprawionym polem liczę kroki- doliczyłem się ich aż sto dziewięćdziesiąt. Bez wątpliwości jest to mój najdalej strzelony kozioł a zarazem najstarszy i pierwszy szydlarz. 
          Kolega Łowczy licząc na moje szczęście wypisuje odstrzał na kolejną sztukę, siódmą tego sezonu. Już nie liczę że spotkam coś wyjątkowego, nawet nie proszę o to naszego Patrona gdyż już wystarczająco mnie docenił.
Cztery dni po strzeleniu szydlarza, rano wracając z łowiska gdzie zaopatrzyłem posypy dla bażantów, jadąc samochodem w samym środku pól z dala od zabudowań dostrzegłem kota domowego niosącego coś w pysku. Przez lornetkę dostrzegłem, że  nie jest to bynajmniej pokaźnych rozmiarów szczur ani chomik polny tylko maleńki kilku godzinny zajączek. Nie jestem zwolennikiem strzelania do zwierząt domowych, ale ten widok tak mnie rozgoryczył, że chciałem od razu wykonać wyrok na kłusowniku.
Stało się inaczej, kocurowi udało się dojść do pobliskiej uprawy kukurydzy i zniknąć. Byłem tak wściekły, że postanowiłem popołudniu sprawdzić czy był to jednorazowy wybryk „sierściucha”, czy może zwyczajnie jest to jego rewir i znowu go spotkam w tym odludnym rejonie. Siedząc w pobliżu kilku arowego pola obsianego prawie dojrzałą kukurydzą, czekałem na pojawienie się szkodnika. Gdy słońce już zaszło a pola ogarniał mrok zza uprawy wyszedł rogacz-lornetka do oczu i ... na mojej twarzy uśmiech. Bez wątpienia myłkus, nie przyglądając się mu już dłużej strzelam, nie myśląc już o wydarzeniu z rana.
Podchodząc do rogacza przygotowuję aparat do zrobienia zdjęcia, ale gdzie jest moja zdobycz, w miejscu gdzie powinien leżeć niema nic oprócz paru kropel farby. 
W głowie kotłują się już myśli co było nie tak, widziałem wyraźnie jak rogacz zaległ. Chowam aparat i czym prędzej przechodzę do działań, sprawdzam zestrzał i kierunek w którym odszedł rogacz, ślady prowadzą do kukurydzy. Podchodząc do ściany uprawy już widzę zalegającą brązową sylwetkę sarny, podchodzę bliżej i klękam z wrażenia. Moim oczom ukazuje się trofeum o jakim nie śmiałem marzyć, jakiego w najpiękniejszych snach bym nie stworzył. Forma parostków robi na mnie takie wrażenie, że nie potrafię opanować emocji i zrobić zdjęcia. 
Jest dwudziesty wrzesień pozyskuję siódmego rogacza, do końca sezonu jeszcze dwanaście dni do wykonania jeszcze trzy kozły ale ja już nie mam zamiaru jechać do Łowczego po odstrzał, zwyczajnie nie chcę „psuć” tego cudownego finału.
         Nie mam najmniejszego pojęcia skąd taka ilość myłkusów w tym sezonie zagościła na moim terenie, oprócz pierwszego kozła którego nietypowa forma poroża była spowodowana niewątpliwie kontuzją odniesioną poprzez ten kawałek gumowego krążka.
Przypuszczać tylko mogę, że poprzez znaczną urbanizację terenu, dużą sieć dróg i znaczny ruch na nich oraz duże zagęszczenie sarny zdarzają się takie ciekawe przypadki.
Zwolniony teren od razu jest zajmowany przez kolejnego kozła zwykle słabszego, migrującego. 
Są to tylko moje przypuszczenia i nie będę miał nic przeciwko jeżeli w kolejnych sezonach nadal dane będzie mi pozyskiwać takie perełki. 

Darz Bór! 
Z utęsknieniem czekam na kolejny „koziołkowy sezon”.    
   
sezon 2011-2012
Polowania
Puchar BakPol 2011
Kilka fotek z tegorocznej edycji zawodów o puchar Bak Pol. Rozegrane w sierpniu na kameralnej strzelnicy Blok Dobryszyce k/Radomska. Hojny sponsor, miła atmosfera i grono dobrych znajomych. Do zobaczenia za rok.
07-10-11 17:09
autor: pronar1221
07-10-11 13:09
autor: krzysiek77
07-10-11 10:55
autor: kemor21
07-10-11 09:21
autor: thomek
06-10-11 22:32
autor: lukassus

Wróć do wyboru galerii <<poprzednie     następne>>

Szukaj   |   Ochrona prywatności   |   Webmaster
P&H Limited Sp. z o.o.